W roku jubileuszowym dla chrześcijaństwa [2000] rekolekcje w VII LO postanowiono zrobić inaczej. Pierwsze dwa dni odbyły się normalnie, tj. w kościele (bez komentarza), natomiast trzeciego dnia rekolekcji wszystkie trzecie klasy postanowiono wysłać na wycieczkę krajoznawczą. Odbyło się to pierwszego (według niektórych drugiego) dnia wiosny, czyli 21 marca (ciekawe dlaczego akurat tego dnia?). Jako cel tej wyprawy obrano Gostyń, miasto leżące między Poznaniem a Wrocławiem. Oczywiście od razu bardzo zaintrygowało mnie, cóż to takiego znajduje się w Gostyniu, że aż tam postanowiono nas zabrać. Źródła dobrze poinformowane wskazywały, że w tym istniejącym od 1278 miasta znajdują się zakłady przetwórstwa spożywczego, szklarskiego, drzewnego, maszynowego. Chyba jednak wszystkim Gostyń kojarzy się z mlekiem, i słusznie, gdyż jest tam mleczarnia, cukrownia, tartak, huta szkła, fabryka mebli oraz fabryka mleka skondensowanego. Ten ostatni zakład jest szczególnie ciekawy, sądziłem więc, iż tam właśnie pojedziemy. Przed wyjazdem przygotowałem więc spore fundusze na zakup mleków skondensowanych. Co prawda osobiście mleka nie lubię, ale mleko skondensowane to co innego, w końcu pochodzi z kondensatora a nie z krowy.
8:23 Wychodzę z mieszkania, wsiadam do windy... a tam sąsiadka, która stwierdza, że "byłem szybszy bo ściągnąłem ją do góry (?) zanim ona zdążyła nacisnąć guzik", poczułem się z tej szybkości niezwykle dumny, moja radość nie trwała jednak długo bo w ramach zemsty sąsiadka przywaliła mi z siatki pełnej słoików w nogę (w czasie opuszczania dźwigu), za co oczywiście serdecznie przeprosiła;
8:25 Przechodząc obok sklepu spotkałem kobietę, której powiedziałem "dzień dobry", na co ona rzekła to samo, swoją drogą nie mam pojęcia dlaczego ja jej to mówie, nie znam jej... , ciekawe...., chyba muszę iść do psychiatry, a zresztą ona jest rasistką bo nazwała swojego psa "Murzyn" tylko dlatego, że jest czarny, gdy więc go woła to publicznie obwieszcza jego odmienność, tylko brakuje, aby wołała "Choć tu Murzyn, bo jak nie to cię do tej Ugandy deportuję!";
8:27 znalazłem się na przystanku autobusowym;
8:35 koleżanka Zuzanna K. pojawiła się na przystanku, na którym normalnie się nie pojawia... zgubiła się?;
8:46 stoimy przed sklepem mięsnym, gdzie ksiądz wyznaczył miejsce zbiórki, aż tu nagle pojawił się nasz przewspaniały kolega o pseudonimie Rolnik ubrany w czarną szatę wykonaną z substancji skóropodobnej... prawie bym go nie poznał;
8:54 podjechał zespół pojazdów niepołączonych składający się z dwóch autobusów niskiej klasy produkcji krajowej, po chwili podjechały następne dwa - też wysokiej klasy to one nie były...;
9:07 po "wsiądzeniu" do autobusu ujrzeliśmy w nim także naszego profesora od informatyki oraz księdza, który nie był w sutannie z niewiadomych przyczyn (za zimno na sukienkę?), równocześnie wymieniony ksiądz przydzielił koledze Rolnikowi zadanie polegające na przeczytaniu podczas mszy niezwykle obszernego fragmentu tekstu, opór Rolnika okazał się bezskuteczny
9:12 na początek wycieczki ksiądz rzekł "Święty Krzysztofie, módl się za nami"... hmmm... a zatem zacząłem się intensywnie modlić, zwłaszcza nad losem profesor od biologii... aby spotkało ją coś przyjemnego... np. szybko jadący samochód...
9:50 nad siedzeniem moim i Kadłubka stanął ksiądz i zaczął do nas mówić, mówił bardzo ciekawie zadając pytania tak oryginalne, że to się w głowie nie mieści ("byliście już w Gostyniu?"), wielokrotnie swoimi, wypełnionymi śladami trunków (wino mszalne...), oczami zerkał w moje, co było uczuciem niezwykle dołującym, a właściwie ciekawe dlaczego w oczach księdza nie było widać boga... tylko jakieś takie dziwne pożądanie...
10:16 po godzinie prób Rolnik odkrył, jak obsługiwać się fotelem, tzn. jak go opuścić w dół, z powrotem do pozycji wyjściowej było już znacznie gorzej
10:30 dojechaliśmy do Gostynia, rozciągnął się przed nami widok raczej wiejski (domy wzdłuż ulicy), aczkolwiek gdzieś tam w otchłaniach było widać większe budynki mieszkalne, co mogło wskazywać na istnienie jakiejś cywilizacji, cywilizację tą zasłaniał gęsto padający deszcz (czyżby coś przede mną ukrywali?);
10:55 po wejściu do kościoła, w którym temperatura powietrza była bliska 0 i przestawieniu ławek w okolice ołtarza rozdano nam kartki zawierające teksty utworów, które zaraz potem radośnie zaczęliśmy śpiewać, w naszym śpiewie słychać było niewielkie niedociągnięcia spowodowane tym, że w VII LO dzieci nie uczą się muzyki;

Tekst piesni przeznaczonych do spiewania w Gostyniu
11:25 rozpoczęło się to, przez co każdej niedzieli miliony ludzi w całej Polsce nie mogą ze spokojem oglądać swojego ulubionego programu Disco Relax - misterium zwane mszą świętą;
11:29 profesor Robert Noj (który ostatnio wykazuje olbrzymie skłonności olewnicze na maturze) rozpoczął swoje monotonne przemówienie, w którym mówił na temat stawania różnych obiektów, np. murów;
11:38 odbyło się jedno z apogeumów tej imprezy - nasz profesor od informatyki Zdzisław M. zaczął śpiewać swoim aksamitnym głosem, dziwne, że pomimo jego lekcyjnych zabiegów promocyjnych zrozpaczone fanki nie wydobyły transparentów, nie wyciągnęły rąk ku swojemu idolowi, maskotki nie poleciały na ołtarz, nikt nie zemdlał (co w otoczeniu dźwięków wydobywających się z nasyconej widokiem eksploratora twarzy byłoby wyjściem całkiem przyjemnym);
11:43 wyszedł ksiądz sowopodobny i zaczął konkluzjować, że pielgrzymujemy bo odczuwamy zamknięcie w codzienności (?);
11:58 prosimy boga, w roli (głównej) wystąpił m.in. Rolnik, który prosił o punkt 4.;
O to prosilismy sile wyzsza
Rolnik podczas Ciebieproszenia, obok ksiadz Tomasz S.
12:03 podczas rytuału podpalania świec kilku rzędotypowo zgromadzonym osobom Agnieszka M. odniosła porażkę i została bez ognia (przypuszczalnie dlatego, że - jako jedyna - cały czas dogłębnie wstrząśnięta była występem Zdzisława M.);
12:09 ksiądz nakazał wzajemne podanie rąk, czego Rolnik nie uczynił, bo (cytuję) "nie jest pedziem";
12:11 5% zgromadzonej ludności skosztowało fragmentów ciała Chrystusa (tzw. komunia), Rolnik oczywiście nie poszedł bo a nóż by mu ręka przypadła;
12:35 poleźliśmy do podziemiów, gdzie za kratami leżały futerały od sprzypiec udające trumny, potem odwiedziliśmy sklep pariafialny obsługiwany przez zakonnice, jak ktoś kupił Princessę - dostawał Grześka (pewnie pod stołem odbywał się znany z mszy cud zamiany Princessy w Grześka), jako że na dworze padało my sgromadziliśmy się pod parasolem (umieszczonym w środku), próbowaliśmy także grillować co spotkało się z dezaprobatą siostry wielebnej;
13:26 w autobusie Agnieszka M. chciała wykazać się wiedzą i zacytowała znane powiedzenie "uderzysz w stół, a odezwą się nożyczki"..., zapewne dziewczyna cały czas była pod wrażeniem występu pana Zdzisława;
13:55 Rolnik tymczasowo zasnął;
15:14 Promil stwierdził, że Smochowice leżą w Afryce, z czym, po dłuższym zastanowieniu, Rolnik się nie zgodził;
15:25 przyjazd przed budę, KONIEC